Kiedy powstanie łącznik między ulicami Polną i Kochanowskiego? Nadal nie wiadomo. A tymczasem jest to dla mieszkańców ważny skrót, łączący dzielnicę Podlas z centrum miasta.
Wielu mieszkańców Podlasu na co dzień idzie do Centrum ciągnącą się przez ok. 350 m ścieżką. Prowadzi ona przez łąkę aż do ul. Kochanowskiego. Ludzie chodzą tędy także do kościoła. Nie jest to zbyt wygodne przejście, które na dodatek w okresie jesienno-zimowym jest bardzo trudne do przebycia. Wystarczy żeby spadł deszcz, a grzęźnie się w błocie. Chodzą tędy i dorośli, i dzieci. To już taka miejscowa tradycja. Przed kilkoma laty złożony został wniosek o zbudowanie łącznika, który pozwoliłby na przemieszczanie się tędy w bardziej cywilizowany sposób. Do tej pory inwestycja nie ruszyła, mimo iż jej potrzeba została ogólnie uznana. Temat podjęła na ostatniej sesji Rady Miasta Halina Skorek-Kawka. W jej opinii inwestycja powinna być już dawno zrobiona. Winę zrzuca na karb urzędników. Powód: opieszałość. Problem tkwi w – jak zwykle w takich razach – w kwestiach własnościowych. Tereny, z których ma się wytyczyć drogę należą do prywatnych osób. Sprawa rozbiła się o odszkodowania. - Decyzję starosty o ustaleniu lokalizacji drogi łączącej Polną z Kochanowskiego wydano w 2008 roku. Wtedy inwestycja powinna ruszyć. Zanim starosta wydał decyzję o odszkodowaniach dla mieszkańców, urząd powinien przeprowadzić rozmowy. Ale nikt nie poszedł do mieszkańców i nie poprosił o podpisanie protokołu wydania nieruchomości. Dlaczego? Do teraz inwestycja stoi - mówiła z zapałem radna Skorek-Kawka. W jej opinii wielu mieszkańców już wtedy chętnie zgodziłoby się na podpisanie protokołu, ale urząd nie zwrócił się do nich, nie podjął żadnych rozmów lub negocjacji. Powinno to, jak twierdzi radna, nastąpić dwa lata temu. Tymczasem pierwsze kroki w tej sprawie magistrat uczynił dopiero w lipcu 2010 roku. Tu Skorek-Kawka upatruje opóźnienia w uruchomieniu inwestycji. Aktualnie, po dwóch niemal latach, większość decyzji odszkodowawczych jest już prawomocna i zdaniem radnej, inwestycja może bez oporów ruszać. Burmistrz Janusz Romaniuk jest jednak innego zdania. - Władza administracyjna powinna próbować porozumienia. Jeśli nawet jedna osoba będzie nieusatysfakcjonowana odszkodowaniem, nie będzie można nic rozpocząć - stwierdził burmistrz, dając do zrozumienia, że nie wszyscy mieszkańcy są zgodni co do wydania swych nieruchomości. Tymczasem radna Skorek-Kawka utrzymuje, że w tej sytuacji inwestycja powinna zostać rozpoczęta dwa lata temu na drodze egzekucji na podstawie ustawy, natomiast sprawa odszkodowań powinna jednocześnie być prowadzona drugim torem. W ten sposób można byłoby w tym samym czasie przeprowadzić inwestycję i dookreślić problem odszkodowań. Jednak tak się nie stało i radna zarzuca, że magistrat niepotrzebnie uparł się na uzyskanie w pierwszej mierze decyzji o odszkodowaniach, czego zresztą podjął się dopiero przed dwoma miesiącami. To znacznie przedłużyło całą procedurę. Swoją, nomen omen, drogą – projekt wlecze się niepomiernie. Decyzje odszkodowawcze zostały już zaakceptowane przez większość mieszkańców, kilku jest dobrze do niej ustosunkowanych i podpisanie wszystkich uzgodnień – również w opinii radnej – to tylko kwestia czasu. Wypada przypomnieć, że projekt na wykonanie drogi z jednym chodnikiem, łączącej Podlas z Centrum był złożony jeszcze za czasów burmistrza Leona Okraski. Jak widać, bieg postępowań administracyjnych w Myszkowie jest nad wyraz powolny.
|