Jakie „ubogie” byłoby życie Myszkowa bez komentarzy Andrzeja Wójcika.
Pan Wójcik w liście „Interes na Spółdzielni Rzemieślniczej” z KJ nr 06/10 z wrodzoną sobie umiejętnością wprowadzania w błąd szerokiego ogółu oraz godnym Hitchcock’a sposobem budowania napięcia tworzy własną historię.
Pozwolę sobie wzorem adwersarza również na krótki rys historyczny. W latach minionego okresu faktycznym bodźcem do tworzenia Spółdzielczości, a w szczególności rzemieślniczej, była możliwość zakupu materiału oraz przejścia na najłagodniejszą formę opodatkowania tzw. ryczałt spółdzielczy. Nazwa „spółdzielnia” w zdecydowanie mniejszym stopniu drażniła ówczesne władze, traktujące rzemiosło jak zło konieczne, a ryczałt dawał kontrolę nad obrotem pieniędzy, co dawało, choćby namiastkę, tak upragnionej i zgodnej z obowiązującą w tym okresie doktryną -kolektywizacji. Ponieważ Spółdzielnia możliwości zakupu miała zdecydowanie większe stanowiła odpowiednik dzisiejszej hurtowni, teoretycznie tylko na potrzeby swoich członków, oraz biura rachunkowego. Przynależność do spółdzielni częściowo ułatwiała zaopatrzenie i pozornie chroniła przed różnego rodzaju nalotami kontroli skarbowej, milicji i nie wiadomo kogo jeszcze, gdzie rewizje, zatrzymania nie należały do rzadkości. Za te ułatwienia w prowadzeniu warsztatów spółdzielnie pobierały opłaty, funkcjonowały z marży ze sprzedaży materiałów oraz 5% doliczanych do wartości faktur składanych przez rzemieślników.
To nie Wójcik płacił, ani nikt z członków – to płacił klient.
Nie mniej jednak budowa nowego obiektu była sukcesem Myszkowskiego Rzemiosła.
Tego, co Pan Wójcik zrobił swoimi rękami, i co zrobił za darmo, nie będę komentował.
Zmiany systemowe w naszym kraju, Ustawy o przedsiębiorczości i wolności gospodarczej z roku 1989 zdjęły z tzw. prywaciarzy lęk przed urzędnikami, PG i przeróżnymi inspekcjami oraz umożliwiły bezpośrednie zaopatrzenie, indywidualne negocjowanie kontraktów, zapewniły poczucie bezpieczeństwa.
Zlikwidowany został ryczałt spółdzielczy i natychmiast okazało się, że Spółdzielnia Wielobranżowa jest zbędna. Lwia część członków z Panem Wójcikiem na czele, świadomie wycofała swoje udziały rezygnując z członkostwa. Pozostało ok.100 osób, z czego większość nie utrzymywała żadnego kontaktu.
Ponieważ zaczęły obowiązywać zasady rynkowe żaden kontrahent nie akceptował dodatkowej marży na rzecz Spółdzielni – obroty spadły do zera. Przyszedł trudny okres, poszukiwanie dochodów. Uruchomienie przedstawicielstwa w Niemczech nie spełniło oczekiwań, podobnie jak próby działalności we własnym zakresie.
Kilkadziesiąt spraw sądowych prowadzonych z obowiązku statutowego, w większości po byłych członkach, bardzo dokuczliwie utrudniały zarządzanie. Gdzie byli Ci tak bardzo zatroskani o los Spółdzielni?
Spółdzielnia zaczęła popadać w długi. Gdzie był Pan Wójcik? Na Walnych Zgromadzeniach brakowało kworum, z trudem można było skompletować Radę i Zarząd. Gdzie byli Ci tak obecnie oburzeni członkowie?
W roku 1996 podjęto próbę zlikwidowania tzw. „martwych dusz” i poprawienia kondycji finansowej poprzez Uchwałę Walnego Zgromadzenia o podniesienie udziałów. Wszyscy zostali powiadomieni, powyższy wymóg spełniło 28 osób, pozostali wycofali dotychczasowe udziały - czym pozbawili się członkostwa.
Obecnie Spółdzielnia ma uregulowane wszystkie kwestie sporne i funkcjonuje z wynajmu lokali. Mimo licznych prób, nie znaleziono pomysłu na inne zagospodarowanie. Niewątpliwie jedną z przeszkód jest duże zróżnicowanie branż reprezentowanych przez członków. Od kilku lat zarządzanie Spółdzielnią sprowadza się praktycznie do opieki nad budynkiem i jego konserwacją. Wszystkie organy poza okresowymi gratyfikacjami dla Prezesa Zarządu pracują nieodpłatnie.
Ponieważ Pan Wójcik, jak stwierdza w liście, wiele rzeczy nie rozumie, a jeszcze więcej podejrzewa, pozwolę sobie skrócić Jego frustracje.
Tak, dywidenda nas nie zadawala, tym bardziej, że została wypłacona w okresie 20 lat 2 razy. Pozostałe zyski, zgodnie z wolą Rady kierowane na konserwację i remonty podnoszące standard obiektu. Nie oznacza to, że obiekt nie przynosi zysku, wręcz przeciwnie, jednak przy podwójnym opodatkowaniu i podziale na 25 części nie stanowi dla zainteresowanych satysfakcji.
Słusznie Pan podejrzewa, propozycje sprzedaży padały na Walnych Zgromadzeniach jeszcze w latach 90-tych, jednak próbowano wyczerpać wszelkie inne możliwości statutowego zagospodarowania.
Tak, transakcja wykupu jest celowo zawieszona do uzgodnień z ewentualnym nabywcą.
O ile ma Pan jeszcze jakieś podejrzenia, to nie ma nic prostszego jak przyjść do Spółdzielni i to wyjaśnić, jednak w tym przypadku to ja mam podejrzenia, że w ogóle o to nie chodzi, a jedynie o funkcjonowanie na łamach i bycie w centrum uwagi. Jednak trzeba pamiętać, że Pański głos w tej sprawie przestał się liczyć w kwietniu 1990 roku wraz z pańskim podaniem o rezygnację z członkostwa i pobraniem zwaloryzowanych udziałów w majątku.
To członkowie założyciele, to członkowie będący od początku do dnia dzisiejszego, zasiadający w Radzie i Zarządzie, stanowiący większość całego grona udziałowców mieli dylemat, nie dylemat merytoryczny, nie ekonomiczny ale dylemat moralny i po głębokiej analizie realiów głosowali „za”. To oni mają przede wszystkim prawo do oceny zaistniałej sytuacji. Ludzie, którzy „prześlizgnęli” się przez Spółdzielnię w okresie koniunktury a w momencie, kiedy wsparcie było najbardziej potrzebne, aby mogła, jak Pan pisze, „służyć jeszcze kilkunastu następnym pokoleniom rzemieślników” zajęli się sobą, zapominając o tak mocno nagłaśnianych teraz ideach, mają to prawo mocno ograniczone.
Uchwała o zbyciu obiektów Spółdzielni Rzemieślniczej została podjęta zgodnie z obowiązującym statutem jednogłośnie i jest prawomocna, bez względu na to czy to się Wójcikowi podoba czy nie.
Sprzedaż nieruchomości nie jest interesem, a przejawem rozsądku, ta garstka ludzi poświęciła bardzo dużo czasu i zdrowia, nie zawsze szło jak po przysłowiowym maśle i nie dlatego, że brakuje sił, ale dlatego, że nie widać celu i sensu trwania w charakterze opiekuna budynku dla samego trwania.
Wierzę, że nasza dotychczasowa troska o stan obiektu ułatwi przyszłemu właścicielowi efektowne zagospodarowanie i przyniesie stosowną satysfakcję, a budynek stanie się efektywnie funkcjonującą pamiątką inicjatywy Rzemiosła Myszkowa z okresu, który młodzi ludzie znają, na szczęście, tylko z filmu „Miś”.
Przewodniczący Rady Nadzorczej
Spółdzielni Rzemieślniczej „ESELMEX” w Myszkowie
Bogusław Cygankiewicz
www.eselmex.pl